..
Felietony

3 | 2275
 
 
2010-03-30
Odsłon: 661
 

Lina

Żeby się z Nim związać, trzeba Go odnaleźć i powrócić do Niego. Można Go odnaleźć pod znakami, pod którymi został z nami ,,przez wszystkie dni, aż do skończenia świata” (Mt 28,20). A został z nami pod postacią przede wszystkim Słowa Bożego i sakramentów, szczególnie Eucharystii, pod znakami Kościoła i wspólnoty, bliźniego i wszechświata. Jak Go odnaleźć w tych znakach?

Chrześcijaństwo jest z jednej strony powszechne i uniwersalne, z drugiej – indywidualne i osobowe, wręcz – osobiste, w tym sensie, że każdy w pewnym sensie, do pewnego stopnia przeżywa je na swój sposób, po swojemu. Dlatego tak bardzo jest niewskazane, by naśladować kogoś z ludzi, z wyjątkiem Syna Człowieczego, Jezusa z Nazaretu. Dlatego też pisał Orygenes: ,,Nie naśladujemy nikogo, a jeśli już chcemy kogoś naśladować, to za wzór do naśladowania postawiono nam Jezusa Chrystusa”.

Jak więc odnaleźć Jezusa pod postacią znaków? Każdy na swój sposób, ale wszyscy podobnie, gdy chodzi o warunki zasadnicze. Jakie one są?

Pierwszy i zasadniczy warunek to Duch Święty! Dopóki Jezus doczesny, historyczny, był wśród ludzi, Duch Święty był jakby ,,niepotrzebny”. Został zesłany dopiero, gdy Jezus paschalny wstąpił do Ojca. Dlatego Jezus powiada: ,,Ja będę prosił Ojca, a innego Pocieszyciela da wam, aby z wami był na zawsze... Nie zostawię was sierotami... Niech się nie trwoży serce wasze ani się nie lęka” (J 14,16–27). Przemiana paschalna pozwoliła Jezusowi wstąpić do Ojca, a jednocześnie być z ludźmi i wśród nich – za sprawą Ducha Świętego. To właśnie On, Duch Święty, uobecnia zmartwychwstałego Chrystusa pod postacią znaków. Co zrobić, by odnaleźć zmartwychwstałego Chrystusa? Uwierzyć w Ducha Świętego i otworzyć się na Jego działanie, na Jego światło i ogień. W tym świetle, pod wpływem tego ognia będzie można ,,zobaczyć” paschalnego Jezusa, będzie można ,,dotknąć” zmartwychwstałego Pana.

Jest to postawa, zwana ,,effatyzmem”, od Chrystusowego wezwania, skierowanego do głuchoniemego: ,,Effatha, otwórz się!” (Mk 7,34). Każdy grzech, rozpacz i lęk, ,,zły” żal i fałszywe poczucie winy – wszystko to zamyka człowieka. Podobnie pycha i egoizm. Ten fatalny autyzm nie pozwala na otwieranie się na łaskę, na światło, na Ducha Świętego – i na zmartwychwstałego Pana!

A kiedy zmartwychwstałego Kyriosa odnajdziemy pod postacią znaków, wtedy wierząc należy Mu zaufać – zaufać jak Piotr, który zobaczywszy Mistrza na jeziorze, ,,wyszedł z łodzi, i krocząc po wodzie, przyszedł do Jezusa”. Ale w pewnej chwili zwątpił, przestał ufać i ,,zaczął tonąć”, a Jezus powiedział do niego z wyrzutem, a może z politowaniem: ,,Czemuś zwątpił, małej wiary?” (Mt 14,25–31). Ściślej rzecz biorąc: ,,Czemu straciłeś ufność, człowieku małej nadziei?”

Wierząc i ufając paschalnemu Panu pod wpływem Ducha Świętego i Jego ognia trzeba Go kochać, a przynajmniej – usiłować kochać. A kochając zaprzyjaźnić się z Nim i związać jakby niewidzialną liną, jak dwaj alpiniści wiążą się liną wchodząc na niebezpieczny lodowiec lub wspinając się na trudny szczyt. Życie jest jeszcze bardziej niebezpiecznie i jeszcze trudniejsze! Na jednym ze spotkań Władimir Wysocki śpiewał swoją znaną piosenkę ,,Szczyt”:

,,Nie wolno w górach być pewnym żadnej z tras.
Nadzieję miej w sile swych rąk.
Na haki licz i kumpli krąg,
I módl się o to, by lina łączyła was”.


Gdy skończył, jeden z młodych ludzi zapytał piosenkarza: ,,Czy to wystarczy w życiu, żeby żyć, dobrze żyć?” Ten odpowiedział: ,,Trzeba jeszcze związać się z Bogiem”.

My powiedzmy: Trzeba związać się z Chrystusem Panem, który jest z nami i obok nas ,,przez wszystkie dni, aż do skończenia świata”. Związać się z Chrystusem, Pośrednikiem i Mistrzem, by nas zaprowadził do Ojca i oddał w Jego ramiona.

A kiedy już jesteśmy związani z Nim niewidzialną liną miłości i przyjaźni, bądźmy konsekwentni, uczciwi i wierni – i wypełniajmy wszystko, czego On pragnie. A czego pragnie? Przecież wiemy doskonale: wszystkie przykazania są wyrazem Jego woli! Należałoby zwrócić uwagę na dwie kwestie. Najpierw na przykazania miłości Boga i bliźniego, szczególnie na przykazanie miłości bliźniego, rozbudowane przez przykazanie miłości nieprzyjaciół. Trudno powiedzieć, dlaczego, ale tak się stało, że w świadomości chyba większości chrześcijan istnieje przekonanie, że można kochać Boga nie kochając bliźniego. To fatalne przekonanie, brzemienne w jeszcze fatalniejsze skutki, potrafi istnieć w świadomości nawet co ,,pobożniejszych” chrześcijan. Co gorsza – w wielu sercach ,,pobożnych” współistnieje – nie wiem, jakim cudem i na jakich zasadach – rzekoma miłość Boga, ,,żarliwa i gorąca”, z nienawiścią do człowieka, do ludzi. Chyba jednak miał rację Mauriac pisząc o ,,kłębowisku żmij”. Dlatego przypomnijmy świętą zasadę: w chrześcijaństwie nie można kochać Boga nie kochając człowieka. Św. Jan Ewangelista pisał: ,,Jeśliby ktoś mówił: »Miłuję Boga«, a brata swego nienawidził, jest kłamcą, albowiem kto nie miłuje brata swego, którego widzi, nie może miłować Boga, którego nie widzi” (1 J 4,20).

Kwestia druga to ,,nieformalne” przykazania Jezusa: są to wezwania i polecenia Jezusa, które wprawdzie nie są formalnymi przykazaniami i nie mają sankcji ciężkiej winy, ale ucznia Chrystusa zobowiązują z czystej miłości. Te ,,nieformalne” przykazania Jezusa są rozsiane po całej Ewangelii. ,,Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię” (Mk 1,15). ,,Jeżeli kto chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech co dnia bierze swój krzyż i niech Mnie naśladuje” (Łk 9,23). ,,Bierzcie i jedzcie, to jest Ciało moje” (Mt 26,26). To wszystko jest dla ucznia Chrystusa Jego przykazaniem. Dlatego w dowcipnej opowieści Paula Sotera ,,Grzeszni święci” stary spowiednik, gdy się dowiaduje z wyznania grzechów, że jego penitentka, młoda kobieta, lekarka, nie ma właściwie żadnych grzechów, mówi do niej: ,,Córko droga, weź sobie Ewangelię, jedną, i weź sobie ołówek, i czytając podkreślaj te zdania, w których Jezus do czegoś nas wzywa, a my tego nie zachowujemy. I wtedy zobaczysz, jak jesteśmy ślepi, jak sobie kpimy z Jego woli. I wtedy powiesz: Boże, jaką jestem grzesznicą, gorszą od Magdaleny!”

Nie lubimy formuł, ale lubimy modele. Powracając do Chrystusa miejmy w pamięci model biblijnej, chrześcijańskiej pobożności: ,,Z Maryją przez Jezusa do Ojca w Duchu Świętym”. Wyrażenie ,,z Maryją” (Dz 1,14) to także formuła objawiona, a jeżeli tak, to nie warto tego lekceważyć, bo to też wola naszego Pana.

Ks. Roman E. Rogowski


Autor jest kierownikiem Katedry Teologii Systematycznej Papieskiego Fakultetu Teologicznego we Wrocławiu, prywatnie uprawia alpinistykę.

Za pozwoleniem Serwisu www.progory.pl
 
 
KOMENTARZE
 
Nick *:
 k
Twoja opinia *:
 
ZAPISZ
 


Archiwum wpisów
 

Pn

Wt

Sr

Czw

Pt

So

Nd